SAT Kurier logowanie X
  • Zaloguj

Galicja i Santiago de Compostela - królestwo anten Televes

dodano: 2017-02-28 16:10 | aktualizacja: 2017-04-19 17:59
autor: Janusz Sulisz | źródło: SAT Kurier 5/2010

Katedra w Santiago de Compostela Wizytę w Santiago de Compostela w hiszpańskiej Galicji, gdzie mieści się siedziba firmy Televes, rozpoczęliśmy w bardzo trudnym okresie dla Polski w 2010 roku - tuż po katastrofie w Smoleńsku, ale przed wybuchem wulkanu na Islandii. Przygody naszej redakcji podczas tej podróży są godne uwagi.

Televes


Prosimy o wyłączenie blokowania reklam i odświeżenie strony.
Galicja należałoby raczej czytać Galisia i nie mylić z polską Galicją, choć Hiszpanie cenią sobie takie porównania!

Galicja to kraina św. Jakuba i pielgrzymów, którzy przybywali tam od kilku wieków, gdzie... deszcz to sztuka. Wynika to z faktu, że Galicja leży nad Atlantykiem w północno-wschodniej Hiszpanii i nie jest tak gorąco, jak wielu Polakom kojarzy się ta część Hiszpanii. Dwa razy byłem w Santiago de Compostela i uważam, że kto nie odwiedzi tego miasta to nie zazna szczęścia.

PODRÓŻ DO SANTIAGO Z PRZYGODAMI W 2010 ROKU

Z Polski do Galicji (porty lotnicze to Vigo i Santiago de Compostela) najlepiej polecieć samolotem, choć to czasami może być więcej niż trudne, o czym przekonaliśmy się osobiście, gdy w 2010 roku wybuchł wulkan na Islandii. Podróż samochodem odradzamy - poniżej dlaczego - lepiej już wybrać się piechotą lub rowerem, choć na to trzeba mieć kilka miesięcy. Sama podróż na odcinku szlaku Camino Frances - od granicy francusko-hiszpańskiej aż do Santiago de Compostela (800 km wzdłuż północnej Hiszpanii).

Najwygodniej dostać się tam można z Polski samolotem przez Madryt, Barcelonę, Alicante, Majorkę lub Londyn. Gdy rezerwowaliśmy bilety na lot w Ryanair via Londyn do Santiago de Compostela, był piątek, 9 kwietnia 2010 roku, czyli dzień przed katastrofą prezydenckiego samolotu w Smoleńsku, to nie pomyślelibyśmy, co stanie się dzień później, nie mówiąc o powrocie, który wypadł dokładnie na czas pogrzebów i wizyt głów państw w Krakowie oraz wulkanicznych wyziewów z Islandii. I tu zaczęły się nasze przygody.

Wtedy nikt z nas nawet nie przypuszczał, że podróż przedłuży się o kilka dobrych dni oraz że przeżyjemy „przygodę życia", włącznie z jazdą redakcyjnym samochodem ściągniętym z Krakowa do Barcelony, tylko po to, by nas odebrać z hotelu, bo nie latały samoloty, jak na złość strajkowali francuscy kolejarze, nie można było pożyczyć samochodu (na biurze Hertza pisało krótko: NO CARS), a biletów na autobus gdziekolwiek na północ lub wschód po prostu zabrakło. To może wydawać się śmieszne w środku tak cywilizowanych krajów Unii Europejskiej, jak Hiszpania czy Francja, ale człowiek czuł się wtedy zamknięty w swojej niemocy, bo oferta prywatnych kierowców na jazdę tylko do Mediolanu lub Lyonu opiewała na kwoty 1000-2500 euro.

Tylko z Barcelony do Polski to naprawdę długa trasa na podróż samochodem - ponad 2200 km non stop po autostradach, ale trzeba na to poświęcić ponad 24 godziny. Do tego nie policzyliśmy trasy 1200 km między Santiago i Barceloną, którą jeszcze udało się pokonać samolotem, póki latały. Był wtedy w 2010 roku zarezerwowany samolot z Barcelony do... Budapesztu (lotniska w Polsce już były zamknięte), żeby autem lub pociągiem dojechać do redakcji w Krakowie, bo trzeba było oddać do druku kolejne wydanie SAT Kuriera. Ponieważ samolot z Santiago do Barcelony był wieczorem, to trafiliśmy do hotelu i rano pojechaliśmy taxi na lotnisko, a tu kierowca oznajmił nam: co robimy, bo w radio właśnie ogłosili, że lotnisko zostało zamknięte z powodu pyłu wulkanicznego. Znów hotel i nerwowa sytuacja, a deadline SAT Kuriera lada chwila.

Ostatecznie udało się namówić jednego z kolegów z branży tv-sat, że pojedzie samochodem do Barcelony, by nas odebrać, bo może ktoś się zdziwić, ale chciał posmakować krewetek przy plaży w Barcelonie (jak to dużo ludziom nie potrzeba?). Niestety po drodze stracił prawo jazdy pod Lyonem, bo francuskie policjantki zarejestrowały na autostradzie przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h, co zakończyło się zabraniem „prawka”. Krewetek nie było, a zamiast tego musieliśmy zapłacić ponad 600 euro za wynajem zaprzyjaźnionego kierowcy i jego samochodu, by nas dowiózł z Barcelony do Lyonu, a to bagatelka 600 km, żeby odebrać własne auto z policyjnego parkingu przy francuskiej autostradzie pod Lyonem. Zaliczyliśmy przy okazji trasę przez zakręty w Pirenejach, wszystko przez pomyłkę wyjazdowej drogi z Barcelony przez niedoświadczonego kierowcę. Ostatecznie wszystko zakończyło się dobrze i po 24 godzinach byliśmy w Polsce. Żeby było śmieszniej, dobę po powrocie do kraju odwołano alert wulkaniczny i samoloty już latały normalnie. Mogliśmy spokojnie wygrzać się na plaży w Barcelonie i wrócić samolotem, a tak to w specyficzny sposób zaliczyliśmy szlak św. Jakuba.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.




Więcej z kategorii Europa


Informacje
reklama
reklama
HOLLEX.PL - Twój sklep internetowy

Odbiornik VU+ UNO 4K

Vu+ UNO 4K - młodszy brat SOLO 4K, odbiornik Ultra...

1150 zł Więcej...

Nagrywarka UHD Velocap HDR1000 TBOX 4K v2

Urządzenie pozwalające na nagrywanie ze źródła HDMI lub AV materiału...

790 zł Więcej...

Odbiornik Opticum HD AX502

Odbiornik HD cyfrowy HDTV PVR Ready marki Opticum wyposażony w...

249 zł Więcej...