reklama
reklama
SAT Kurier logowanie X
  • Zaloguj

Zamek w Łańcucie - rezydencja Potockich [wideo]

dodano: 2020-06-07 21:16 | aktualizacja: 2020-12-30 13:40
autor: Janusz Sulisz | źródło: podrozezantena.pl

Zamek w Łańcucie Przyszło mi zwiedzać zamek w Łańcucie w czasach pandemii koronawirusa (byłem tam wcześniej w szkole średniej), więc nie udało się zobaczyć wszystkiego, ale za to tylko w 5-osobowym składzie, więc było dość kameralnie i można było poczuć arystokratyczny świat. Niestety nie odwiedziłem 2. piętra, Storczykarni czy Oranżerii, ale najbardziej klimatyczne wnętrza zamku, powozownię i stajnię już tak. Muzeum - zamek w Łańcucie to niewątpliwie jedna z najpiękniejszych rezydencji rodu arystokratów w Polsce - rodu Potockich.

Zamek w Łańcucie


Prosimy o wyłączenie blokowania reklam i odświeżenie strony.

Stajnia i Wozownia
Dwa budynki będące częścią Muzeum - zamku w Łańcucie stoją po drugiej stronie ul. 3 Maja - neobarokowa Stajnia i modernistyczna Wozownia. Tworzą oddzielny kompleks stanowiący istotną cześć łańcuckiej rezydencji Potockich. Wzniesiono je na przełomie XIX i XX wieku razem z „przystajennym parkiem”. 

Stajnie posiadają zachowaną oryginalną częścią dla koni wierzchowych oraz Szorownię Galową i Hol, w których ustawiono pojazdy konne należące do Muzealnej Kolekcji Pojazdów. Muzeum w Łańcucie ma 2 kolekcje pojazdów konnych: historyczną związana z rezydencją po rodzinie Potockich liczącą 55 pojazdów i muzealną, gromadzoną po II wojnie i wciąż otwartą, która liczy dzisiaj blisko 80 pojazdów.
 
Sanie - nie tylko powozy

Wozownia to ostatnio wyremontowana duża Hala tzw. Zaprzęgowa z przeszklonym dachem oraz dwie Żółtą i Czarną Wozownie po jej bokach oraz położoną na osi Szorownię. U góry na ścianach Hali Zaprzęgowej pozawieszano kolekcję trofeów egzotycznych m.in. głowę żyrafy, które przywiózł z afrykańskiego safari w 1924 r. ostatni właściciel zamku.
 
Hala Zaprzęgowa z trofeami

W Wozowni stoi kolekcja pojazdów konnych po rodzinie Potockich. Pojazdy te, to luksusowe, o różnorodnych typach i zróżnicowanym przeznaczeniu, pochodzące z najbardziej renomowanych firm wiedeńskich, londyńskich i paryskich (Lohner, Labourdette, Rotchild) - zachowane są w doskonałym stanie. To jedyna taka magnacka wozownia na świecie, więc muzeum w Łańcucie ma się czym szczycić.
 
Budynek stajni przed Wozownią
Jeden z powozów w Łańcucie tzw. Berlinka firmy Petzold (własność Muzeum Narodowego w Krakowie)
Kolekcja uprzęży dla koni
Powozy w łańcuckiej Wozowni

Ciekawostki z historii:

- jedna z pierwszych właścicielek zamku w Łańcucie - Jadwiga Pilecka, była matką chrzestną króla Władysława Jagiełły
- to w Łańcucie król Jagiełło spotkał się z wielkim księciem litewskim przed wyprawą pod Grunwald w 1410 r.
- twierdza Łańcut podczas potopu szwedzkiego była nie do zdobycia - co ciekawe nie uległa ona ani Szwedom, ani wojskom Jerzego II Rakoczego z Siedmiogrodu - teraz to można by uznać za niemożliwe, bo inne znane zamki polskie padły dość szybko, a miały grube mury
- przed II wojną światową na zamku w Łańcucie odbywały się mecze... tenisa ziemnego, wystawne bale na kilkaset osób i polowania na zwierzynę
- wiadomo, że na zamku były oficjalne wizyty marszałka Piłsudskiego, prezydenta Mościckiego, ministra Beck, księcia Kentu z żoną, hinduskiego Maharadży czy króla Rumunii
- w czasach swojej świetności gośćmi Łaźni Rzymskich w zamku w Łańcucie był sam m.in. minister spraw zagranicznych III Rzeszy Joachim von Ribbentrop
- za okupacji niemieckiej w ramach Generalnej Guberni w 1941 r. wprowadzono nazwę miasta i zamku jako Landshut, czyli taką nazwę jaką nosiło w 1650 r.
- niestety właściciel Łańcuta Alfred Potocki w czasie II wojny światowej spotykał się m.in. z samym Hermannem Göringiem, który był największym „znawcą" sztuki i kolekcjonował obrazy skradzione z połowy Europy - to chyba dzięki znajomości z Göringiem Niemcy zostawili w spokoju zabytki zamku łańcuckiego
- inna sprawa, że pod koniec wojny był tam sztab Wehrmachtu
- za to na strychu zamku działała konspiracyjna drukarnia, a w innych budynkach posiadłości produkowano amunicję dla polskiego podziemia, choć Alfred Potocki odmówił współpracy z AK
- stworzono specjalny Zamkowy Fundusz Zapomogi Społecznej
- chwalebne było to, że Potocki dzięki znajomościom z Niemcami wystarał się m.in. o zwolnienie około 60 osób z Łańcuta z obozu koncentracyjnego w Pustkowiu k. Dębicy
- w 1944 r. Potocki zdobył oficjalne pozwolenie od Niemców na wywiezienie dóbr rodowych z Łańcuta, ażeby śmieszniej było to w ewakuacji uczestniczyli też niemieccy żołnierze. Po spakowaniu największych zabytków z zamku w skrzynie okazało się, że jest aż 700 skrzyń, a jedynym transportem mógł być pociąg. Udało się jakoś załatwić transport pociągiem, co pod koniec wojny, przy napierającym froncie wschodnim było prawie niewykonalne dla... Polaka. Ostatecznie większość zabytków wyjechała pomiędzy majem a lipcem 1944 r. do Wiednia. Potem trafiły do Vaduz w Liechtensteinie, następnie do Szwajcarii, Francji, by przez Brazylię dotrzeć do Peru - długa droga, a po drodze zawsze coś zostawało lub było sprzedawane!
- po wkroczeniu Rosjan do Łańcuta tamtejszy zarządca Juliusz Wierciński, który pozostał na zamku, znając rosyjski, wpadł na wręcz genialny pomysł. Nad bramą kazał napisać po rosyjsku „Muziej polskogo naroda" (Muzeum polskiego narodu - ros. Музей польского народа) czy też Nacjonalnyj muziej" (Muzeum Narodowe), bo są dwie wersje napisu tego fortelu. Radzieccy żołnierze i NKWD, myśląc, że „nasi tu już byli i zatwierdzili”, nie tknęli dóbr zamkowych - nie zrabowano nic z tego, co zostało na zamku, bo przecież nie zabrano ogromnej kolekcji powozów i cięższych rzeźb. Tak to sprytnym fortelem oszukano radzieckich czerwonoarmistów, którzy znani byli z licznych rabunków i zniszczeń polskich posiadłości arystokratów.
- niestety, czego nie zrabowali Niemcy czy Rosjanie, to dokończyli po wojnie komunistyczni dygnitarze - zniszczono tzw. „burżuazyjne” ślady. Niszczono lub wyszabrowano m.in. zabytkowe meble, porcelanę, sztućce, książki i mapy. Na dziedzińcu rozpalono ognisko, palono książki i mapy. Podobno nie lepsi byli jacyś socjalistyczni malarze, którzy tworząc na zamku przy okazji kradli, m.in. obrazy Kossaka.
- na zamku w Łańcucie kręcono sceny do dwóch znanych polskich filmów fabularnych: „Trędowatej" (1976) i „Hrabiny Cosel" (1968).
 
Glorieta

Powrót obrazów z Peru do Łańcuta
Część dzieł ze zbiorów rezydencji Potockich, ewakuowanych z Łańcuta w 1944 r. razem ze Stanisławem Potockim, bratankiem Alfreda Potockiego, który zmarł w 1958 r., trafiły do Brazylii, a potem do Peru. Tam zostały odnalezione i sprowadzone do Polski dzięki Fundacji Trzy Trąby oraz Fundacji Feliksa hr. Sobańskiego. Odzyskane obrazy to głównie portrety kręgu rodzinnego Radziwiłłów, Potockich, Lubomirskich. Są też portrety królewskie, m.in. Henryka Walezego i Stefana Batorego, a także portret królowej Marysieńki, który wisiał m.in. w Wilanowie. Fotografie tych skarbów są tu.

Dzieła były w posiadaniu pewnej Włoszki, mieszkającej kiedyś w Peru, której Stanisław Potocki sprzedawał lub dawał obrazy pod zastaw. Trzymała kolekcję portretów na strychu domu w Limie aż do śmierci Stanisława licząc, że może kiedyś wykupi zastaw. Niestety Stanisław Potocki zmarł w 2014 r. - dzieła odkupiono za... zaledwie 180 tys. zł. Potem uzyskano pozwolenie władz peruwiańskich na wywóz zabytków i sprowadzono do Polski. Obrazy wróciły w fatalnym stanie, ale poddano je odnowieniu i do 2019 r. są do obejrzenia m.in. na zamku. Ciekawe powojenne losy zabytków z Łańcuta warto przeczytać tu.

Legendy:

W zamkowych wnętrzach podobno można spotkać 3 zjawy - duchy: Błękitna Damę, Białą Damę oraz Diabła, czyli byłego właściciela zamku - Stanisława „Diabła” Stadnickiego. Podobno w 1967 r. podczas kręcenia filmu i serialu „Hrabina Cosel" w apartamentach pałacowych spotykano siedzącą damę. Ponieważ aktorzy i statyści byli poprzebierani w stroje to trudno było odróżnić czy to zjawa czy tylko aktorka.

Błękitna Dama to też jedna z właścicielek Łańcuta – Izabela z Czartoryskich Lubomirska, która uwielbiała niebieskie barwy. Nazywano ją „błękitną markizą”. Podobno można spotkać w zamku damę ubraną w błękitną suknię. Istnieje wiele opowieści o spotkaniach z niebieskim duchem - najczęściej przy posągu Amora -podobno jest niegroźny. 

Biała Dama to urodziwa córka Izabeli - Julia. Dziewczyna w wieku 18 lat poślubiła Jana Potockiego, ale ten wolał podróże. Samotna kobieta zakochała się w rosyjskim oficerze Eustachym Sanguszce. Miłość była płomienna, ale kobieta zmarła na gruźlicę. Jej duch jest widywany przy małym biurku na 1. piętrze zamku [niestety nie byłem, to nie widziałem!]

Trzecim duchem zamku jest Stanisław „Diabeł" Stadnicki, okrutnik średniowieczny, który najeżdżał wszystkich wokół i miał bardzo złą opinię z powodu grabieży i tortur więźniów. Podobno zaprzedał duszę diabłu, stąd jego przydomek. Stadnicki zginął 14 sierpnia 1610 r. w odwrocie po bitwie pod Tarnawcem z wojskami starosty Leżajska - Opalińskiego. Uciekł do lasu, ale Kozacy i Tatarzy go wytropili. Stadnickiego dobił jeden z Tatarów - Persa. Starosta leżajski wynagrodził Persę, który na najbliższym sejmie otrzymał nazwisko... Macedoński. Legenda głosi, że odrąbaną głowę Stadnickiego przywiózł do Lublina jeden z zalotników pięknej panny Reginy Żegocianki, by serce jej zdobyć - nosił głowę „Diabła" zatkniętą na drzewcu. Tak to okrutnie skończył okrutnik z Łańcuta. Legendy mówią, ze teraz w zamku straszy turystów. Ducha na koniu w galopie można ponoć spotkać nie tylko w zamkowych murach, ale także na ulicach Łańcuta.


Źródło: zamek-lancut.pl 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.




Więcej z kategorii Polska


reklama
reklama
reklama
HOLLEX.PL - Twój sklep internetowy

Fransat: CAM + karta

Oryginalny moduł (CAM) CI wraz z kartą Fransat. Zapewnia dostęp...

499 zł Więcej...

Kabel HDMI 2.1 8K UHD 2,0m

Najnowszy kabel HDMI o długości 2,0m w wersji v2.1 dla...

49 zł Więcej...

Kabel HDMI 2.1 8K UHD 3,0m

Najnowszy kabel HDMI o długości 3,0m w wersji v2.1 dla...

79 zł Więcej...